Najnowsze wpisy »

Gdyby cała majówka była tak pełna atrakcji jak w ostatnich dniach, prawdopodobnie wróciłabym wypompowana do Opola. Zacząć muszę od Festiwalu 3 Kotwice Muzyka- Nadzieja- Przyszłość. Była to okazja to wypróbowania swoich sił reporterskich, po długiej długiej stagnacji. Jestem zadowolona z efektów. Jak się okazało artyści : Boys, Big Cyc, Stachursky, Peja i PIH to bardzo sympatyczni ludzie, którzy nie uciekają od mikrofonu, ba! więcej! Bawią się świetnie odpowiadając na pytania. Bardzo mnie to pocieszyło, bo obawiałam się właśnie tej niechęci i zblazowania. Nawet jeśli by tak było, spięłybyśmy tyłki i ogień! ;) Dotarło do mnie jak bardzo lubię takie akcje: muzyka, spięcie, rozmowa, podziękowania, satysfakcja. Ekscytujące uczucie, że pojawiam się w miejscach, gdzie nie wszyscy mogą wejść. ;) Wywiady wyszły fajnie i mam nadzieję, że słuchacze RS będą zadowoleni (wtorek, 8.05 o godz. 19.00). Zapraszam serdecznie w imieniu swoim i Ani G.

Potem była stagnacja.

Aż do 4. maja.

Z samego rana udałam się na pociąg do Opola, skąd szynobusem przejechałam się do Kluczborka. Z sercem w gardle, z żołądkiem w gardle, z duszą na ramieniu, z sercem na dłoni itd. ;) To była pierwsza -oficjalna wizyta u “teściów”. O ile zazwyczaj podchodzę do takich rzeczy z przymrużeniem oka, to wtedy się to nie udało. Chciałam wypaść jak najlepiej i spięłam się jak struna. Niestety. ;) Mam nadzieję, że wypadłam uroczo i fascynująco dobrze w oczach rodziców, wujków, ciotek, babć i tak dalej. Po raz kolejny przeżyłam zaskoczenie- nie sądziłam jak skrajnie pojemny potrafi być mój żołądek. ;)

Perypetii sercowych ciag dalszy 5. maja. 28. kwietnia minęła moja i Leszka rocznica. Wtedy postanowiliśmy ją świętować odpowiednio: w szpitalu i na 50. urodzinach. ;) Swoją drogą to powinnam zacząć tak:

28. kwietnia. Kilka minut przed północą. Leszek B. – syn swoich rodziców, dwumetrowy człowiek,  znany ze studenckiego radia, otrzymuje propozycję nie do odrzucenia…

;)

Wracając do wątku- to był pod znakiem ekstremalnych uniesień. Wybraliśmy się na ściankę wspinaczkową. Dla obojga to był pierwszy raz. I jak się okazało- strzał w dziesiątkę. Przypadła nam do gustu ta zabawa. Wymaga wiele samozaparcia, siły (psychicznej!) i zaufania do drugiej osoby. A jeśli chodzi o te uniesienia- przy asekuracji, cięższego Leszka, doznawałam wzlotów, w czasie jego zjazdu w dół. Fizyka i te sprawy ;) To co przeżyłam to moje, a sporo myśli krążyło mi po głowie. W każdym razie polecam gorąco! Każdemu, każdej! A jeśli ktoś woli wodne figle- to kajaki! Pod tym hasłem upłynęła nam niedziela. Również po raz pierwszy! To było zwiedzanie Odry wzdłuż i wszerz. ;) nie mogliśmy za bardzo utrzymać kursu, ale bawiliśmy się świetnie! I znów: polecam gorąco! ;)

Majówka dobiegła końca. Jak się okazuje- można żyć bez sprawdzania maila przez 9 dni ;)

Oswoić EURO

Codziennie stykam się z setkami euro-elementów. Zaczyna mnie to przerażać. Żeby nie było-nic do tej imprezy nie mam:  fajnie, że u nas, że coś tam się gdzieś buduje, że ciśnie się na sport, zdrowy styl życia, że zwraca się uwagę na rozwój pasji u dzieci i takie tam. Ale kurde… pomijając media, w których co dwie minuty pojawia się hasło: EURO, to piłkarska ekspansja jest wszędzie. Wchodzę do kosmetycznego a tam: czerwono- biała farba do włosów, lakier, żel do mycia, papier toaletowy, szminko-pomadki i zestawy do makijażu. W spożywczym serek topiony biało – czerwony, zestaw grillowy (sos czosnkowy- ketchup), lody, czekoladki, cukierki, herbaty, kawy. W sklepie z artykułami do domu:  ręczniki, pościel, poduszki, koce, podkładki korkowe, torby ekologiczne. W papierniczym kubki, kredki, zeszyty, pióra, pendrive’y, plecaki, breloki, karty do gry i mnóstwo, mnóstwo innych. Wszystko opatrzone odpowiednim logiem albo hasłem EURO 2012. Zastanawiam się, czy gdy zje się wszystkie te euroczekoladki czy euroserki to kupa będzie  w kształcie piłki?

Rozumiem, że trzeba zarobić, ale zastanawiam się czy to może jest też po to, by oswoić Polaków z czerwcową rewolucją. Może to wszystko ma drugie- psychologiczne- dno, które zbliży nas jeszcze bardziej z imprezą. Przekonać, że wcale nie będzie jak nam się wydaje. Że się nie ośmieszymy, że damy radę. Może coś w tym jest?

Spoko. Damy radę.

Szpilkami ją!

Jestem hardcorem- cytując za klasykiem, podsumowałabym Kraków. To chyba mój rekord by przez trzy dni i noce biegać w szpilkach. Gratulowano mi dzielności, a powinno tępić za głupotę. Nie mam pojęcia co mnie pchnęło do tak karkołomnego wyczynu: brać nowe buty i szpilki na zmianę? To woła o pomstę do nieba. Pytanie mąci myśli: Co mi wpadło do głowy?? Czy to z próżności, czy ku uciesze chłopaka czy może podciągnięcia niedoskonałości (każdy zna właściwości wysokich obcasów), a może to z miłości do butów?

Wyruszyłam na internetowe poszukiwania. Cytuję za Dla kogo się ubieramy? Ola Salwa / ELLE

Izabela Kielczyk: „Gdy ubieramy się z myślą o innych kobietach, możemy mieć różne motywacje. Od przyjaciółek oczekujemy pochwał i zachwytu, od koleżanek z biura raczej podziwu, a nawet lekkiej zazdrości. To zdrowe, w końcu każdy chce się czasem obejrzeć w oczach innych”. Moja koleżanka Ewelina, dyrektor w wydawnictwie prasowym, dorzuca: „Mężczyźni i tak nie zwracają uwagi na to, co mamy na sobie. A ja do dziś pamiętam wszystkie sylwestrowe kreacje swoich koleżanek”. Zdaniem psychoanalityczki Sarah Stern, współautorki książki „Rozbierz mnie. Psychoanaliza garderoby”, ubieramy się dla innych kobiet już od dzieciństwa. To wyuczone i naturalne. Choć wcale nie takie proste, jak wydawało się do tej pory. „Małe dziewczynki chcą przypominać mamę, czyli kobietę, która podoba się ojcu. (…) Kiedy dorośnie, dalej będzie się starała uzyskać aprobatę innych kobiet”, twierdzi Stern. „Dlatego kobiety uważają, że najpiękniejsza z nich jest ta, która ma najładniejszą sukienkę, jak w bajce”. *

Tekst dowodzi, że stwierdzenie “Ubieram się tak jak lubię, ale mam szpilki bo tak chłopak chce.” wychodzi z używania. Mówi się, że mężczyźni nie zwracają uwagi na nowe nabytki, chyba, że (trzymając się wyświechtanego żartu) jest gejem albo siedzi w modzie (czyli gej). Wnioskuję, że w tym wszystkim i tak jest przewrotność. Jeśli ubieram się dla siebie, bo tak chcę/lubię, to tak czy siak zwracam na siebie uwagę panów swoją pewnością siebie, rozluźnieniem i zadowoleniem bycia “we własnej skórze”…. czyli wszystko to naczynia połączone!

Co do samych szpilek to trafiłam na jeszcze jedną teorię:

I co o tym wszystkim sądzicie?

 

 

* naniosłam zmiany na tekście (pogrubienie czcionki).

Wszystko na opak

Gdy miałam 8 lat, zakochałam się w Indianie Jones. Nie było odwołania, musiał mnie zabierać ze sobą w najdziksze i najbardziej ekscytujące zakątki świata. Mogłam z uśmiechem na ustach targać jego torbę, bicz i wszelkie książki. Potem stwierdziłam, że sprawdzi się on bardziej jako ojciec niż mąż, więc byłam gotowa dać się do adopcji. Taką fantazję mają dzieci. Z czasem przeradza się ona w pasję czy nawet pomysł na życie. A tych było kilka. Od architekta, przez pilota F16, mechanika samochodowego, do policjanta. Przez chwilę nie pojawiła się myśl, by pchać się w dziennikarstwo. I jak się okazuje, cała zabawa w pisanie zaczęła się od zdjęcia.

 

Tego zdjęcia. To ono nakręciło całe to zamieszanie. Pojawiła się fotografia, potem zaproszenie, potem nowi znajomi i inne środowisko, zaczęła się medialna ekspansja, wspierana przez podkarpackich dziennikarzy i jakoś tak wyszło. Śmiesznie. Nie spodziewałam się tego. I znów wszystko się zmienia. Więcej czasu spędzam nad administracyjno-finansową papką, tworząc coraz to nowsze akcje promocyjne niż piszę newsy. A i o czymś dziennikarsko grubszym myślałam swego czasu. Narzekać, nie narzekam. To kolejna ścieżka rozwoju, która powinna mi pomóc. Sumienie to pies, który gryzie bezboleśnie- kiedyś usłyszałam. Człowiek jednak potrafi wyrobić sobie mechanizm, który go chroni przed razami. W moim przypadku jest to wspólny mianownik dziennikarstwa i zarządzania organizacją- pomoc społeczeństwu. I tego się będę trzymać.

Ostatnie dwa tygodnie były ogromnie dynamiczne. Zresztą wiedziałam o tym już od jakiegoś czasu. I teraz nie wiem, czy dobrze, że minęły czy nie. Na nudę nie narzekałam i zapewne nie będę. :)

Urodziny radia to wielkie wyzwanie dla nas. To nie tylko obecność na antenie (uwaga! 55 godzin grania na żywo) o każdej porze dnia i nocy, ale i utrzymanie ciągłości newsroomwej, zabezpieczenie nagrodami, logistyka związana z organizacją imprez terenowych czy klubowych. Muszę przyznać, że nie sądziłam, że tyle razy pojawię się na antenie. :) Jakoś tak wyszło. Lubię te chwilę, gdy w środku nocy, ktoś starszy stażem zacznie opowiadać o czasach, gdy stacjonowaliśmy w akademikach. Pojawia się pewne wyobrażenie, porównanie, ale i myśl, że wszyscy działający w Radiu Sygnały byli popychani do przodu przez pasję. Moja obróciła się chyba w pewną obsesję. Oby to skutkowało tylko i włącznie pozytywnie. ;) Wracając do tematu- jestem pod wrażeniem pomysłowości ekip w poprzednich latach. Organizowali m.in. zbiórkę pieniężna na Dar Młodzieży, 400- godzinny koncert życzeń, audycje typu Kwadrans Rolniczy czy 176-godzinny program nadawany bez przerw. Ogromnie zadziwił mnie wpis mówiący o ścisłej współpracy RS i Emitera. Swego czasu powstało pewne Centrum, realizowane w jednym tygodniu przez E. a w drugim przez RS. Wszystko to miało zacieśnić studenckie więzy i chronić przed obowiązującą władzą. Obecnie pracujemy podobnie podczas Piastonaliów. W końcu wszyscy jesteśmy do siebie podobni- robimy to co lubimy,  na konkretnym poziomie i nikt nam za to nie płaci. :) Mam nadzieję, że za niedługo będę mogła zrealizować podobne akcje, jak te z lat 60., 70. czy 80. :)   Z tego też miejsca chciałabym pozdrowić wszystkich tych, którzy tworzyli i torowali nam drogę w rozwijaniu pasji. :)

Kraków jeszcze nigdy tak, jak dziś, /Nie miał w sobie takiej siły (…)

 

Kraków to miejsce, do którego uwielbiam wracać. Zawsze gdy tam trafiam, jest nadzwyczaj pięknie. Nawet jeśli brakuje słońca ( a nie lubię gdy tak jest) to działa magia. Może właśnie w tej mgle jest zaklęta?  Za każdym razem odczuwam wewnętrzny nakaz, by stanąć na rynku, pośród ludzi tłumu, kwiatów, żółtych parasoli RMFki, gołębi. Otoczona przez sukiennice, dorożki, zaczarowane kamienice.  Może to ogromny magnes zakopany pod kostką, który przyciąga ludzi. Nie wiem, ale na pewno coś tam jest. ;)

Zazwyczaj tak jest, że do Krakowa sprowadza mnie coś niesamowitego. Czy to wspólny wypad z Leszkiem czy może coś bardziej dziennikarskiego. Przedwczoraj wróciłam z Konferencji Mediów Studenckich organizowanych w Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego przez Radio Frycz. Oprócz opolskiej delegacji Radiosygnałowców, pojawiła się również z Koszalina, Katowic i kilka reprezentantów grodu Kraka. W większości radiowcy. Jestem ogromnie zadowolona z tego spotkania. Jak się okazało, wcale nie musimy odczuwać kompleksu małomiasteczkowego. Już w pierwszym dni przejęliśmy panel dyskusyjny. Myślę, że również wzięliśmy sobie do serca możliwość doskonalenia i dzielnie walczyliśmy na warsztatach, przede wszystkim ze zmęczeniem i kacem. ;) Zauważyłam również, że dziennikarze stacji komercyjnych wykazują większe zaangażowanie w przekazywani wiedzy. Jolanta Pawnik otworzyła mi szeroko oczy na portale. Kinga Zdrojewska uruchomiła zmysł marketingowca. Jakub Porada pomógł z emisją głosu i radzeniem sobie w kryzysowych chwilach, prezencją. Marek Balawajder upewnił w tym, że w Polsce nie ma już dziennikarstwa śledczego. Wszyscy oni, dali mi ogromny zastrzyk wiedzy i kolejnych możliwości. A to tylko część prelegentów.

No i wisienka na torcie. Na samym czubku bitej śmietany! Udało nam się wejść na Kopiec, dotrzeć do serca RMF FM! To było jak wycieczka do Disneylandu. Byliśmy oczarowani: całą strukturą, radiowcami biegającymi z własnymi słuchawkami, złotymi i platynowymi płytami zdobiącymi korytarze, studiami oddzielonymi o 150 m a współgrającymi bez problemów. Mieliśmy ogromne szczęście- trafiliśmy idealnie na realizację serwisu informacyjnego o 16.30. I nie, nie staliśmy gdzieś za szybą- na wyciągnięcie ręki był realizator, kilka metrów dalej byli serwisanci! Czy wiecie jakie to uczucie gdy spotykasz się twarzą w twarz z głosem, który znasz od lat? To był dla nas ogromny szok i myślę, że oprowadzający Paweł Mleczko, czuł to. :)   Zachwycać mogę się bez końca- studiem, prezenterami, organizacją pracy, miejscem pracy. Wszystkim! Liczę na to, że to nie ostatni raz, kiedy stanę w radiowych murach na kopcu. :)

Kwiecień uważam za niezwykle udany. Radio Sygnały: Oi! Oi! Oi! :)

Pocałunki część jedenasta

M: Postanowiłam. Wydam się za Ciebie! Jesteś absolutnie cudowny!

L: Przestań! Wcale nie jestem.

M:  (…) Gotujesz, sprzątasz, grasz na pianinie, dowcipkujesz , (…) rozwalasz system i jesteś kochany…. I tańczysz. I targasz do łóżka. I zamykasz imprezy. I słuchasz dziwnych rzeczy. Postanowione.

L: ………………………

M: I robisz zdjęcia. I próbujesz coś pisać. ;) I jesteś Ruchmistrzem . Wystarczy, podjęłam decyzję. ;)

L: Kocham Cię.

 

Postanowiłam ostatnio, że nieważnie gdzie mnie los rzuci; ważne, żebym mogła zmieniać świat na lepsze. I tu co prawda moja przyszłość rozmyła się, ale Co ma być, to będzie, ale będzie dobrze!

Piszę to wszystko, ponieważ przytrafiła mi się niezwykła rzecz. Wracając z dworca, spotkałam płaczącą kobietę, tak na oko- 35 lat. Wyglądała niezwykle żałośnie, zanosząc się szlochem. Wszyscy omijali ją i mknęli przed siebie. Stanęłam przed nią… i nie wiedziałam co zrobić. Nie mogłam jakoś tak swobodnie obejść a z drugiej strony, miałam pustkę w głowie i za bardzo nie wiedziałam jak się zachować. Spokojnie odłożyłam wszelkie targane pakunki i spenetrowałam swą torbę w poszukiwaniu chusteczek. Podsunęłam je, z leksza nieśmiało i niepewnie. Te wielkie mokre oczy spojrzały na mnie i szybko się zamknęły przed kolejną falą łez. Drżącymi rękami wzięła jedną i przetarła twarz. I tu nastąpiła też kulminacja. Nie myśląc o niczym, nie rozważając za i przeciw spytałam: Czy chce się pani przytulić? Sama nie wierzyłam w to co mówię. Po prostu palnęłam. W oka mgnieniu kobietka przylgnęła do mnie i bardzo, ale to bardzo mocno się przytuliła. Odwzajemniłam jej uścisk i pozwoliłam odsunąć się na “bezpieczną” odległość. Zanim dotarło do mnie co się stało, pani z mokrymi śladami pod oczami, podziękowała i odeszła. Stałam jeszcze w chwilę w miejscu, po czym sięgnęłam po leżące torby i zamruczałam pod nosem To by było chyba… tyle.

W filmie Żelazna dama padają słowa: “Dzisiaj wszyscy chcą być Kimś. W moich czasach każdy chciał zrobić Coś.” Myślałam nad tym, kreując w głowie szczytne akcje, wielkie plany, stwarzając ogromne możliwości. Dziś dotarło do mnie, że tym najmniejszymi gestami zmieniamy wszystko. Nie muszę od razu tworzyć fundamentów pod fundację dla chorych dzieci. Mogę na początek kogoś przytulić. Nawet nieznajomą. Wystarczy tylko tyle. A zarazem jak wiele!

Pocałunki część dziesiąta

Leszku,

licz się z konsekwencjami 7-dniowego rozstania. Od tej pory jestem koalą.

Całuję,

Meg

Jeśli chcesz zostać najlepszym scenarzystą horrorów, thrillerów czy czarnych komedii musisz zastosować jeden trik. Paranoję bohaterów wprowadzasz  przez informację, że sklepy są zamknięte przez dwa dni a najbliższa stacja benzynowa jest 15o km dalej.

W Polsce przyjęło się, że celebryta to słowo pejoratywnie nacechowane. Nie zamierzam tego zmieniać. Przedstawiam dziś Dekalog Celebryty czyli 10 skutecznych dróg do uzyskania milionów i stałej rubryki na Pudelku/Kozaczku/Pomponiku itp. Kolejność nie ma znaczenia. I nie jest to mój plan B, jeśli nie zostanę Sama-Nie wiem-Kim. ;)

1. Transformuj

Schudnij 30 kg, przytyj, zetnij włosy, zrób tatuaż na pół twarzy, ubierz siatkę rybacką i glany. Cokolwiek co zmieni Twój image na … lepsze. Oklepane jest powiększanie ust, piersi i botoks- bądź kreatywny/-a! Zmień płeć! A jeśli lubisz swoje piersi/klejnoty- ubieraj się tak, żeby nie było wiadomo czy na pewno jesteś kobietą/ mężczyzną. Dla podkręcenia atmosfery powiedz, że zmieniasz wiarę (nic tak nie podnieca statystycznych katoli) i orientację seksualną. Teraz możesz śmiało zaglądać na portale. Na pewno masz tłuściutki tekst o sobie. Jeśli to nie pomoże, patrz punkt 2.

2. Obraź wszystkich i wszystko, zaneguj cały świat

Wyraź zdanie na bulwersujący temat ( do wyboru: rasizm/antysemityzm/aborcja/eutanazja/podatki od prostytucji/NFZ/ rząd). Najlepiej ultraskrajne. Wyjdź przed szereg i pokaż, że jesteś inny. Nic w tym złego w sumie, ale żeby narobić hałasu wokół siebie to musisz od czasu do czasu do kogoś się przyczepić z absurdalnym zarzutem. Powiedz np. że fretki pani X wyglądają na wychudzone, pewnie karmi je tylko sałatą. Pani X wprowadza zwierzęcy wegetarianizm, co przecież uznano za chorobę psychiczną! Czy ona chce zamknąć swoje fretki w szpitalu dla obłąkanych fretek? Idź na całość- niedługo dadzą Ci własny czas antenowy/stronę/rubrykę w poczytnej gazecie i będziesz sławny/-a po wsze czasy.

3. Upuść dziecko

Brawo! Od teraz jesteś ulubieńcem mediów a tym samym grupy ludzkich hien po drugiej stronie kamery/głośnika/monitora. Trochę talentu aktorskiego, współczucia społecznego i jesteś gwiazdą. Zacznij o sobie opowiadać przed kamerami a potem zamilcz. Niech się lud burzy.

4. Zostań tancerzem

To taki barwny zawód. Zwykły tancerz nie wystarczy. To musi być coś z kategorii TVN/MTV- reszta nie jest tak ciekawa. Pokaż się w talent show/ bitwach tanecznych/ kiepskich teledyskach. Najgorzej jak taki wygrasz. Zgarniasz czek na ileś zer i przepadasz gdzieś na sali tanecznej. Jak nie wygrasz to otwierają się drzwi do popularności: zagrasz w serialu, będziesz prowadzić programy telewizyjne, zostaniesz prowadzącym w porannej telewizji, zareklamujesz chałwę, otworzysz salon mody albo pokażesz jak zdrowo żyć. Będziesz miał/-a branie! Dzieci będą chciały być jak Ty!

5. Zagraj w superprodukcji

I tu musisz się zastanowić. Czy chcesz jechać do Lloret de mar czy do Mielna? Jeśli jedziesz do Hiszpanii to przygotuj się na wszystko: możesz spotkać Krzysia Ibisza albo zostaniesz gwiazdą Polskiej Piosenki. “Mięsny jeż” to twój popisowy numer- pamiętaj o tantiemach. To będzie hit internetu! Niby głupie ale wpada w ucho i każdy od tej pory będzie nucił pod nosem “(…) Ty go zjesz, ty go zjesz!”. Po powrocie do Polski zostaniesz mięsnym ambasadorem. Gruba sprawa! Jeśli nie stać Cię na europejskie wojaże, jedź do Mielna i zniszcz się. Jedyne co będziesz w stanie powiedzieć to, to , że jesz zupę. Jak filmik z tego chwyci za serce wyrozumiałej młodzieży, zostaniesz gwiazdą Netii. Od tej pory na wszelki wypadek zawsze miej przy sobie Vifona czy inne Amino. Jeśli oba plany nie wypalą- zagraj w kolejnej komedii wszech czasów. Trzymam kciuki!

6. Miej bogatych rodziców

To jest najłatwiejsza droga do bycia celebrytą. Właściwie nic nie musisz robić. Idź, pokaż się paparazzi- a jak ich jeszcze nie masz, to sobie kup. Niech podsyłają zdjęcia gdzie popadnie. Masz dwie drogi: albo jesteś wzorowym obywatelem i człowiekiem (akcje charytatywne, fundacje, pomoc humanitarna, studia medycyny, pomoc zwierzętom) albo prowadzisz pseudorockowy tryb życia! Zabawniejsze jest to drugie. Jak to zrobić: nie wkładaj majtek (opcjonalny jest biustonosz)- wysiądź nieporadnie z drogiej limuzyny i stań niepewnie na chwiejnych nogach-  przydeptując sobie garderobę upadnij- wtocz się do klubu- opróżnij bar- przejdź do kolejnego klubu- to samo co wcześniej + zgarniasz ze sobą barmana- powtórz krok 4.- wychodząc zabierz połowę klubowiczów ze sobą- wywal kierowcę i usiądź za kierownicą- prowadź jak Kubica- pozwól złapać się policjantom. Tu historia się kończy. Trafiasz do izby wytrzeźwień i na pierwsze strony brukowców. Mam nadzieję, że pamiętałeś/-aś o robieniu sweet foci w trakcie imprezy?

7. Pokaż kotku co masz w środku

To jest fajne! Seks x3! Na wszelkich spotkaniach, bankietach, koncertach, towarzyskich wydarzeniach pokaż nieco ciałka. Nie, ramiona się nie liczą! Wciśnij się w za małą bluzkę. Jak jest wyjątkowo ciasna to powiększ nożyczkami dekolt. Jeśli chcesz pokazać się “elegancko”, to załóż koronkową suknię i nic więcej. Możesz także ubierać się wyjątkowo skąpo. Rozpętasz burzę, gdy pokażesz się tak w telewizji. Jeśli jesteś za miękki siusiak, by to zrobić- porób sobie zdjęcia do lustra/ gdy jesteś nago/ pseudosesję rozbieraną i wyślij do chłopaka, dodając ukryte kopie Pudelkowi. Jak dobrze pójdzie, to znajdziesz się tydzień później na Redtubie i zmusisz niejednego/ niejedną do działania na własną rękę. Żeby dolać oliwy do ognia, zaaranżuj ślub ze sławną osobą, przez miesiąc szczęściem szczyp ludzi w oczy i na 2 dni przed ceremonią ucieknij do Tajlandii. A jak ciało z czasem zwiędnie, działaj jak w punkcie 1.

8. Klęknij i wyciągnij pierścionek zaręczynowy

Nic tak nie pobudza ludzi jak piękny ślub! Jeszcze lepiej, gdy żenią się sławne osoby. Jeśli chcesz zostać celebrytą, musisz wydać/ ożenić się z kimś ze świecznika. W tym celu musisz jechać do Moskwy, do specjalnych szkół uwodzenia miliarderów. Jeśli będziesz dobry/-a to zostaniesz kochanką Abramowicza. Gdy się jednak nie przyłożysz, musisz wracać do kraju. Uwiedź gwiazdę, czekaj na oświadczyny i patrz jak się lud cieszy małżeństwem półboga i plebejki (lub na odwrót). W sumie to już wszystko, ale jeśli masz ambicje europejskie- jedź do Anglii i wydaj się za wziętego piłkarza. Jeśli Ci się to uda, gratuluję! Od tej pory jesteś jedną z WAGs.

9. Politykuj

Wersja dla polityków i ich rodzin. Jeśli jesteś z pierwszej grupy: kontynuuj to co robisz na co dzień, z tym, że kamera ma Ci we wszystkim towarzyszyć. Ćwicz nad bzdurną retoryką i erystyką, pchaj się do licznych programów politycznych i zaprzyjaźniaj się/zwalczaj dziennikarzy. Tyle powinno wystarczyć. Jeśli nie, to musisz posłużyć się najcięższym działem- wyciągnij życie prywatne na wierzch. Pokaż, że jesteś człowiekiem itd., itd. To także furtka dla krewnych. Mogą prowadzić blogi, uczyć kultury społeczeństwo, tyć/chudnąć zatrważająco. Najlepiej jeśli założą własną działalność gospodarczą! Wtedy masz wbity ostatni level celebryty. Szykuj się na spiski, transfery, własne partie, publiczne oświadczenia, upadki, wzloty. Co tylko chcesz! Kochasz media ze wzajemnością.

10. Mów i pisz bzdury gdzie popadnie

Ostatnia już droga do zostania celebrytą. Dostępna dla każdego. Wystarczy trochę samozaparcia i zbytniej pewności siebie. Załóż bloga i od czasu do czasu wrzucaj dziwne posty. Najlepiej jeśli będzie dotyczyć wszystkiego. Co jakiś czas startuj w konkursach na najlepsze blogi, reklamuj się gdzie tylko się da! Całkiem możliwe, że jak się postarasz to zauważą Cię gdzieś i wezmą za nowoczesno- hipsterskie guru. Posadzą Cię na podwyższeniu w pozycji lotosu, włożą na nos nerdowskie okulary i będą czekać na światłe wypowiedzi. Bądź jak wyrocznia delficka. Mów nieskładnie i chaotycznie, a najlepiej w składni łacińskiej. Od czasu do czasu rzuć nazwiska typu Kant, McLuhan, Marks, Hitler i Freud. Gdy Ci zabraknie pomysłów poliż znaczek i poczekaj na efekty. Zacznij od początku. Zastosuj się do punktu 2. Powodzenia!